RSS
czwartek, 28 lutego 2013
Jadalne doniczki

kukbuk

Kocham poranki takie jak ten, gdy budzę się jako pierwsza i chodzę na palcach po uśpionym domu. Jestem tylko ja, para unosząca się znad kubka herbaty i cichy szum piekarnika, który na szczęście nikogo nie budzi. Mogę zająć się tym co cieszy mnie najbardziej. Brudzę się więc mąką, mruczę pod nosem zdania zapamiętane z przepisu usiłując nie zaglądać do niego częściej niż dwa razy na minutę, ale potem i tak wszystko jest brudne, bo wciąż mnie coś rozprasza i zapamiętane instrukcje uciekają w dal. Później gdzieś za moimi plecami jak cień przemyka mama, która cichaczem podjada mi z patelni. Mieszam ciasto, nakładam je do foremek i wstawiam do piekarnika. Wychodzę na balkon ignorując poranny chłód i słucham ptaków, które coraz odważniej wykonują poranne koncerty. Tęskno mi do wiosny. Wracam do środka, drżąc z chłodu i wciąż mrużąc oczy po spoglądaniu na wznoszące się nad lasem słońce. Kartkuję z uwagą nowy KUKBUK, który kupił sobie moje serce i szukam kolejnych przepisów, które muszę wykorzystać. 

Inspiracja do dzisiejszego śniadania pochodzi właśnie z magazynu KUKBUK (nr. 2 na marzec-kwiecień 2013r.)

 

Jadalne "doniczki":
6 sztuk

  • 1 por
  • 2/3 szklanki mąki pszennej
  • 2/3 szklanki mąki razowej
  • 1/2 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczka soli
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki maslanki
  • 1/3 szklanki oliwy
  • 6 plastrów okrągłego koziego twarożku
  • kiełki rzeżuchy (u mnie rzodkiewki) 

 

Pora kroimy w plasterki i przesmażamy na dwóch łyżkach oliwy, aż zmięknie. W misce mieszamy ze sobą mąkę pszenną, żytnią, sodę, proszek do pieczenia i sól. W drugiej misce roztrzepujemy jajka razem z maślanką i oliwą, na końcu dodajemy przesmażonego ostudzonego pora, mieszamy. Składniki płynne wlewamy do składników sypkich. Mieszamy kilkoma ruchami łyżki, ciasto może mieć grudki lub gdzieniegdzie nieprzemieszaną mąkę. Rozkładamy je równo do 6 papilotek (mniej więcej po dwie łyżki). Pieczemy przez około 25 minut w 180 stopniach. Kiedy muffinki przestygną, wykrawamy na ich powierzchni okrągły otwór o średnicy twarożku koziego. W otworze umieszczamy twarożek, dociskamy. Wierzch dekorujemy kiełkami.    

doniczki

doniczki

 

10:34, kardamonek
Link Komentarze (3) »
środa, 27 lutego 2013
Brownie z czekolady nadziewanej

brownie żurawionwe

To był taki nieplanowany wypiek, bo i goście byli niezapowiedziani. Powstał z tego co akurat było pod ręką, na bazie przepisu, który już kiedyś pojawił się na blogu (o, tutaj). Z uwagi, na to, że czekolada była baaardzo zasobna w wszelkiego rodzaju "dosładzacze", zmniejszyłam oryginalną ilość cukru. Wszak lepsze ciasto niedosłodzone niż takie, którego nie da się zjeść, bo zakleja Ci usta i przyprawia Twój organizm o cukrowy wstrząs!
Goście byli zadowoleni i ja również, bo posmak żurawiny był nadzwyczaj miłym dodatkiem. Ba, nawet moja (wybredna w kwestii jedzenia czegokolwiek) prababcia poprosiła mnie o dokładkę! Gdybyście ją znali, już bylibyście w kuchni i przygotowywali to ciasto.
Wierzcie mi - w kwestii ciast - moja prababcia jest jak wyrocznia.    

Brownie z czekoladą nadziewaną-żurawinową:
Blaszka 20x20

  • 1 tabliczka czekolady żurawinowej Wawel (295g)
  • 50g gorzkiej czekolady
  • 100g masła
  • 100g cukru trzcinowego
  • 4 jajka
  • 150g mąki
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • szczypta soli  

 

Czekoladę łamiemy na kawałeczki i razem z masłem roztapiamy w dużej misce nad garnkiem z gotującą się wodą. Gdy całkowicie się rozpuści odstawiamy na chwilę do ostygnięcia. Dodajemy cukier, następnie wbijamy po jednym jajku i każde dokładnie łączymy z masą (jeśli chcecie możecie to zrobić mikserem, ale trzepaczka spokojnie wystarczy). Na koniec dodajemy aromat waniliowy i mąkę wymieszaną z solą. Mieszamy do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji. Przelewamy do formy wysmarowanej masłem, pieczemy ok. 45 minut w 180 stopniach. Wystudzone (albo i nie) kroimy i podajemy.

brownie

 

00:35, kardamonek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 lutego 2013
Tarta cytrynowa z bezą

tarta cytrynowa

Idealnie połączenie słodko-kwaśnych smaków i krucho-ciągnących tekstur. Coś takiego bez wahania podałabym na przyjęciu. O ile oczywiście tarta do takiego przyjęcia by się ostała, bo z mojej kuchni znika podejrzanie szybko za każdym razem, gdy zabiorę się za jej pieczenie. Pierwszej nie zdążyłam nawet sfotografować, uwierzycie? W nocy zniknęła, jakby jej nie było! Ale to tylko dowód na to, że jest pyszna. I do tego bardzo prosta. Trzeba wam większej zachęty?
Oryginał stąd. Poniżej z moimi małymi poprawkami.  

Tarta cytrynowa:

Ciasto:

  • 250g mąki pszennej
  • 140g masła
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1 żółtko
  • szczypta soli

Nadzienie:

  • 2 cytryny
  • 4 żółtka
  • 125g cukru pudru
  • 30g mąki ziemniaczanej
  • łyżeczka masła
  • 100ml wody

Beza: 

  • 5 białek
  • 200g cukru pudru

 

Z podanych składników (z dodatkiem łyżki zimnej wody) zagniatamy ciasto. Zawijamy je w folię spożywczą i na pół godziny odkładamy do lodówki. W tym czasie dużą formę na tartę lub tortownicę (u mnie 27 cm średnicy) smarujemy masłem. Schłodzone ciasto należy rozwałkować, a potem wyłożyć nim formę. Pieczemy przez około 15 minut w 200 stopniach aż się lekko zezłoci. Najlepiej jest wysypać je suchą fasolą, by uniknąć podnoszenia się ciasta.

Cytryny trzeba sparzyć, a potem osuszyć. Ścieramy z nich skórkę i wyciskamy sok. W garnuszku mieszamy wszystkie składniki poza masłem i żółtkami (mąka, cukier, woda, sok i skórka). Podgrzewamy powoli aż masa się ujednolici. W osobnej misce rozbijamy żółtka, dodajemy do nich odrobinę ciepłej masy cytrynowej i po wymieszaniu całość dodajemy do garnka. Podgrzewamy aż masa zgęstnieje, a na końcu dodajemy łyżkę masła. Masę wykładamy na upieczony spód.

Białka ubijamy na sztywno z cukrem, a następnie układamy na kremie cytrynowym. Całość wędruje ponownie do piekarnika. Przez 10 minut pieczemy w temperaturze 180 stopni, a później zmniejszamy temperaturę do 150 stopni i czekamy kolejne 20 minut. Upieczoną i ładnie zarumienioną tartę odstawiamy do wystudzenia na minimum godzinę.    

00:27, kardamonek
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 lutego 2013
Malinianki - czyli bułeczki z malinami

malinianki

Są uzależniające. Pachną jak słoneczne lato, smakują jak marzenie i nie można się od nich uwolnić. Nawet jeśli są z mrożonych malin, pozwalają na chwilkę zapomnieć, że za oknem pada śnieg, a do wakacji jeszcze szmat czasu. Zniknęły dosłownie w godzinę, a było ich aż dziesięć. Wstyd się przyznać, że sama bez najmniejszych wyrzutów sumienie zjadłam dwie. Pieczenie takich pyszności nie sprzyja mojemu postanowieniu o diecie i zrzucaniu kilogramów. Ale co poradzić? Nie mogę wytrzymać nawet dnia bez kojącego mruczenia piekarnika i mąki we włosach. Wy też tak macie? Jestem pewna, że tak.
Są warte, by poświęcić im tą godzinę pracy. Bardzo polecam, szczerze zachęcam.
Przepis stąd

 

Malinianki:
8-10 bułeczek

  • 500g mąki 
  • 250 ml letniego mleka
  • 100g cukru
  • 60g masła (roztopionego, przestudzonego)
  • 1 opakowanie cukru wanilinowego
  • 1 jajko
  • opakowanie (7g) suchych drożdży
  • szczypta soli

Oraz: 

  • 300g malin
  • 2 łyżki cukru 
  • czubata łyżka mąki ziemniaczanej

Suche składniki na ciasto wymieszać w misce, następnie dodać mokre: jajko, mleko i roztopione masło. Zagnieść miękkie, elastyczne ciasto. Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę lub więcej, do czasu aż podwoi objętość. Maliny wymieszać z cukrem i mąką ziemniaczaną. Wyrośnięte ciasto podzielić na 8-10 części. Z każdej rozwałkować placuszek na środek nałożyć sporą, czubatą łyżkę owoców i zlepić dokładnie boki i końcówki tworząc szew. Delikatnie ułożyć bułeczki szwem do dołu na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić na kolejne 15 minut do ponownego wyrośnięcia. Posmarować wierzch mlekiem i posypać cukrem. Piec w nagrzanym piekarniku w 180 stopniach ok.20-25 minut.

 

malinianki

piątek, 22 lutego 2013
Weekendowa Cukiernia: Babeczki z płynnym kajmakiem

babeczki z płynnym kajmakiem

Pierwszy raz wzięłam udział w Weekendowej Cukierni. Przepis wydawał się całkiem prosty, no i ten płynny kajmak! Niezwykle kuszące, prawda? Nie poszło jednak tak łatwo jak sądziłam, że pójdzie. Mój kajmak postanowił się ściąć, podły! Może trzy minuty za długo w piekarniku i było po wszystkim. Byłam niepocieszona z tego powodu. Mimo wszystko babeczki nie straciły na smaku i wszystkim przypadły do gustu, choć są nieprzyzwoicie wręcz słodkie. To taki jadany wyrzut sumienia, bo pierwszą myślą, która pojawia się w czasie jedzenia jest "Pójdzie w boczki". Oby nie poszło, bo muszę zrobić niedługo drugie podejście - ten płynny kajmak! Puszka już czeka w szafce...
Przepis od naszej gospodyni - klik

Fondant kajmakowy:
Dulce de leche lava cakes

  • 2 duże żółtka
  • 1 duże jajko
  • 1 i 2/3 szklanki kajmaku z puszki
  • 2,5 łyżki mąki plus odrobina do wysypania foremek
  • masło do wysmarowania foremek 
+ foremki do zapiekania o pojemności ok. 120 ml, opcjonalnie: lody waniliowe

 Piekarnik rozgrzać do temperatury 210 stopni. Foremki natłuścić masłem i obsypać dno i ścianki mąką. Sugeruję użycie pojedynczych, niewielkich foremek - łatwiej wyciąga się z nich upieczone babeczki. Przy pomocy miksera ubić żółtka z jajkiem na puszystą masę. Ubijać przez ok. 2-3 minuty, do momentu aż ilość masy się podwoi i będzie spływała z mieszadła szeroką wstążką. Trwa to ok. 2-3 minut. Dodać kajmak i ubijać tak, by dobrze połączył się z resztą masy. Nadal ubijając stopniowo dosypywać mąkę. Przelać masę do przygotowanych wcześniej foremek (do wysokości 2/3 foremki) i włożyć do nagrzanego piekarnika. 

babeczki

 

Przepis z Weekendowej Cukierni Luty 3013

 
1 , 2
Durszlak.pl
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery